Z dna oka - Rozmyślania pod "pryśnicem" 14
Rozmyślania pod pryśnicem
Rozdział 14
IQ, Leoś 14 + AI
Los mnie pokarał niejaką Bożenką (sąsiadką). Co prawda ją pokarał bardziej, bo jest smętnym czupiradłem. Sęk w tym, że ona o tym nie wie, więc dobry humor jej nie opuszcza. Wręcz uważa się za Lady Di. Wysuwa do przodu swoje wątłe „jedynki”, uzyskane metodą wpychania skarpetek za stanik, i ma się za Pamelę Anderson. Wąskie usta obrysowuje brązową kredką centymetr wokół ich linii, po czym wypełnia je krwistą pomadką i wydyma. Czuje się zapewne jak Marilyn Monroe. Resztki rudych włosów zarzuca do tyłu w przekonaniu, że wizerunek Rity Hayworth do pięt jej nie dorasta. Nieustannie wszystkim opowiada, jak trudne życie ma piękna kobieta. Zwłaszcza gdy jest mężatką.
Otóż wyobraźcie sobie, że takie cudo idzie z mężem na przyjęcie. I cóż się dzieje? Mężczyźni przestają jeść, przestają zajmować się swoimi partnerkami, zapominają o interesach i jak zahipnotyzowani wpatrują się w Bożenkę. Aż jej nieprzyjemnie, bo przecież cóż mąż sobie pomyśli!
Gdyby jeszcze była wolna, to dałaby któremuś nadzieję, ofiarowując w darze kartkę z numerem telefonu. Ale jako mężatka musi być okrutna dla adoratorów. Cóż, jeśli umierają potem tygodniami z tęsknoty, ona nic na to nie poradzi. Chociaż martwi się, bo oprócz wielkiej urody ma równie wielkie serce.
Sąsiadka żyje w swoim własnym, wykreowanym świecie, ale w gruncie rzeczy to, jak postrzegamy samych siebie i innych, to o wiele głębszy temat. Choćby taka inteligencja. Wysoki wynik w teście IQ wcale nie jest automatycznym kluczem do kariery - ani intelektualnej, ani żadnej innej. To, że komuś w tabelkach wychodzi iloraz w granicach 160, świadczy tylko o tym, że ten człowiek ma pewien potencjał. Sama inteligencja to zaledwie zestaw możliwości na starcie. A to, czy człowiek je wykorzysta, zależy głównie od jego charakteru i okoliczności, w jakich przychodzi mu żyć.
Na przykład badania jasno pokazują, że wyniki testów inteligencji znacznie gorzej pozwalają przewidzieć powodzenie uczniów w szkole niż ich zwykła obowiązkowość i pracowitość. Oznacza to, że leniwy geniusz z ilorazem 180 może być słabym uczniem, podczas gdy jego pilny kolega z ilorazem 90 będzie radził sobie świetnie.
Dziś rewelacyjnym poligonem do badania ludzkich zachowań i tego, co mamy w głowach, stał się internet. Na ile sieć jest w takich badaniach przydatna? Na razie to wielka niewiadoma. Z jednej strony sieć daje dostęp do potężnej masy ludzi, co pomaga, gdy psychologowie chcą zebrać dane od wielkiej liczby osób. Poza tym w Internecie badani czują się anonimowi. W tradycyjnym gabinecie eksperymentator i pacjent siedzą twarzą w twarz, rozmawiają, a to zawsze wpływa na wynik - człowiek podświadomie napina się, żeby „dobrze wypaść”.
Ta sieciowa anonimowość ma jednak swoje ciemne strony. Ktoś może wypełniać testy dla jaj, w kilku egzemplarzach albo z pomocą kumpli przy piwie. Takie tworzone na poczekaniu „wirtualne osobowości” całkowicie fałszują obraz rzeczywistości, naukowiec po drugiej stronie monitora nie ma jak tego zweryfikować. Jeśli więc robicie testy psychologiczne online, pomyślcie o ludziach, którzy je tam wrzucili. Oni potrzebują rzetelnych danych, a nie fikcji literackiej.
Słowo „psycholog” kojarzy się z ludzką psychiką - badaniem jej i leczeniem, gdy coś idzie nie tak. A w dzisiejszych czasach coraz częściej idzie nie tak przez sam komputer. Weźmy takie uzależnienie od Internetu. Czy to już choroba psychiczna?
Pytani o to eksperci studzą emocje: „Choroba” to może za duże słowo, ale medycyna oficjalnie uznaje to już za zaburzenie psychiczne. Objawy? Standardowe: spędzanie przed ekranem całego wolnego (i nie tylko) czasu, zawalanie innych dziedzin życia, ciągłe myślenie o powrocie przed monitor i autentyczny „głód sieci”, kiedy jesteś offline.
Na świecie powstają już nawet specjalne ośrodki odwykowe dla takich osób, choć złośliwi twierdzą, że to po prostu kolejny sprytny wynalazek psychologów na wyciąganie kasy z ludzkich kieszeni.
Na co dzień taki sieciowy nałogowiec funkcjonuje w miarę normalnie. Czasem tylko dla niewtajemniczonych wygląda trochę dziwnie - ot, siedzi w knajpie, nagle zaczyna się śmiać do telefonu albo w charakterystyczny sposób stuka palcami o blat stołu, jakby pisał na klawiaturze. Albo zamiast „dobranoc” rzuca do żony „logout”. Gorzej, jak w domu padnie router albo dostawca odetnie sygnał - wtedy zaczyna się prawdziwy dramat.
W Internecie najpiękniejsze i zarazem najdziwniejsze jest to, że znamy ludzi, pomimo że nigdy nie widzieliśmy ich na oczy. Rozmawiamy przez sieć, wyobraźnia płata figle, budujemy sobie w głowie czyjś obraz, a potem przy spotkaniu na żywo przeżywamy totalny szok. W sieci często otwieramy się bardziej, prowadzimy głębokie, osobiste rozmowy - kłócimy się z ludźmi z drugiego końca świata, których prawdopodobnie nigdy nie spotkamy. Wiemy o tym i dzięki temu paradoksalnie czujemy się bezpiecznie.
W normalnym świecie, na ulicy czy w barze, oceniamy człowieka po wyglądzie, po tym, jak się porusza, jak gestykuluje i jak jest ubrany. W sieci tego nie ma. Liczy się tylko to, co masz do powiedzenia i jakich słów użyjesz. I to jest kapitalne.
Ktoś mnie kiedyś zapytał:
- Czy poznając nowego człowieka, zawsze analizujesz jego sposób mówienia, zachowanie, mocne strony i to, czy myśli twórczo?
Odparłem krótko:
- A Ty nie? Może z tym „myśleniem twórczym” to lekka przesada, ale przecież każdy z nas, gdy z kimś rozmawia, podświadomie go analizuje i „czyta”.
I tu dochodzimy do sedna. Skoro ludzka inteligencja bywa tak skomplikowana, a internet potrafi nas tak mocno zmienić, to co się stanie, gdy w tę całą układankę wjedzie z impetem Sztuczna Inteligencja?
Jako stary trakierski wyjadacz patrzę na to trochę jak na jazdę przeładowanym zestawem. Masz pod maską potężną moc, setki koni mechanicznych, ale jak przyjdzie zima, spadnie śnieg i masz przed sobą 90 mil ostrej jazdy przez Rocky Mountains, to sama moc maszyny Cię nie uratuje. Jak kierowca nie ma oleju w głowie, wyczucia w rękach i szacunku do drogi, to ta cała nowoczesna technologia wyląduje z hukiem w pierwszej lepszej przepaści. Maszyna ma służyć kierowcy, a nie nim rządzić.
Ostatnio w sieci wyczytałem kapitalny cytat papieża Leona XIV, który idealnie trafia w dziesiątkę i zamyka ten cały temat:
„Świat nie potrzebuje sztucznej inteligencji, która poniża ludzkość; potrzebuje raczej ludzkiej inteligencji oświeconej mądrością, władzy politycznej prowadzonej przez sumienie oraz innowacji technologicznych kierowanych przez miłość miłosierną. Dopiero wtedy sztuczna inteligencja stanie się nie rywalką ludzkości, lecz służebnicą dobra wspólnego.”
Lepiej tego wyjawić nie sposób. Niezależnie od tego, czy jedziesz starym Bobkiem czy z pod igły surfując w necie, na końcu zawsze liczy się jedno: żeby za kierownicą - i przed monitorem - siedział po prostu człowiek z nienagannie pracującym sumieniem.

