Z dna oka Europa 6
Europa
Rozdział 6
Mały krok, a byłbym Agentem
Kapitan Nowak,
litr Żyta z Pewexu i paszport za szafą.
Pracowałem już kilka lat w firmie. Zjeździłem kawał Europy i Bliskiego Wschodu.
Któregoś dnia, po powrocie z zachodu, dyspozytor wcisnął mi kartkę. Adres, godzina, żadnych wyjaśnień. Pytany, o co biega - wzruszył ramionami: „Idź, dowiesz się."
Co jest kurwa grane? - przeleciało mi przez łeb.
Odpaliłem cytrynę - jadę. Adres, to komenda milicji w Słubicach. Wchodzę, rozglądam się - za biurkiem jak w hotelu siedzi cieć i wskazuje mi numer pokoju. Zanim wlazłem na drugie piętro, „Jehowiec" w cywilu już czekał przy schodach w lansadami zaprasza: „Follow me."
- Proszę usiąść - wskazał krzesło w pokoju.
- Panie Edwardzie, jestem kapitan Nowak..
- Za co?! - pytam.
- Nie, nie. Pomyłka. Interesują nas pewne sprawy związane z pana pracą.
- Ooo Panie - gadam - umówmy się na inną godzinę. Wróciłem z podróży, jestem głodny i brudny. Wykąpię się, zjem i przyjdę - oki?
- Oki. Za dwie godziny powiedzmy - oki?
- Oki. - Nara i wyszedłem.
Woda rozmowna
Idąc powtórnie do Jehowca, wiedziałem co mnie czeka, nie byłem pierwszym ani ostatnim kandydatem na agenta, wstąpiłem do Pewexu. Kupiłem wodę rozmowną - litr Żyta.
Po kilku uprzejmościach Nowak proponuje kawę. Poprosiłem - i jeszcze dwie szklanki extra. Przyniósł. Wyciągnąłem z rękawa kurtki basa. Nowak tymczasem rozsiadł się za biurkiem i zaczął z uwagą przewracać jakieś kwity - nadając sobie powagi miejsca i chwili. Odkręciłem - w Pewexie były z nakrętką, dla hołoty w sklepach z kapslem - i polewam. Zaoponował. On na służbie, nie może. Zapytałem, czy ja mogę. Ja już po służbie. Psze bardzo - odrzekł. Nalałem se z czubkiem i w siebie, zapijając lurowatą kawką.
- Słucham uważnie. Co pana interesuje w związku z moją pracą? - zagaiłem, dolewając sobie następną dawkę.
- Panie Edwardzie. W różnych miejscach pan bywa, które nas bardzo interesują ze względu na obronność naszego kraju... - Ojczyzny! - podkreślił.
- Przecież mamy Wojsko Polskie, które chyba spełnia tę rolę? - bardziej zapytałem niż stwierdziłem, wlewając w siebie zawartość szkła.
- No tak, ale... pewne sprawy, do których pan ma dostęp, a my nie mamy - i w związku z tym mógłby pan sporządzać raporty. Do tego zdjęcia. Pomyśli pan...
Polałem następną.
- Panie Edwardzie, dużo pan może? - zapytał.
- Nie wiem. Sprawdzam. - Wypiłem.
- Panie Nowak, ja z wielką ochotą pierdolnę to co robię dotychczas, a najmę się u was. Dajcie mi jakiegoś Merca - żebym się nie odróżniał, dobry aparat foto i pensję, bym żył na tej samej stopie. I już jesteśmy współpracownikami. Proste? Praca, jaką mi pan proponuje, wydaje mi się niezmiernie łatwa. Nigdzie na zachodzie nie widziałem zakazu fotografowania jak w Polsce - na przykład dworców kolejowych, które Niemcy budowali. Wypiłem następną. Popiłem kawą, napełniając szkło.
- Wydaje mi się, że się nie rozumiemy, panie Edwardzie. Niech pan pomyśli nad naszą propozycją. My też możemy panu pomóc.
- W czym przepraszam - zapytałem.
- No... w wielu sprawach.
- Miły panie, bardzo serdecznie dziękuję za pomoc. Wędkuje pan? - zapytałem.
- Nie. Czasu brak.
- Więc nie będę panu przeszkadzał. Dziękuję za towarzystwo i kawę. Wypiłem nalane. Zakręciłem flachę, schowałem w rękaw i wyszedłem.
Sytuacja powtórzyła się po ponad roku - tyle, że w innym miejscu. Przy odnowie paszportu. Dostałem list z działu paszportów komendy wojewódzkiej w Pile. Lekko zdziwiony - te sprawy załatwiało biuro paszportowe firmy - jadę. Miła pani - sąsiadka, mieszkająca trzy segment od mojego, nagabuje mnie podobnie jak Nowak, o którym zdążyłem zapomnieć. Zastrzeliłem ją pytaniem:
- Czy pani myśli, że wpadła pani pierwsza na ten pomysł? Przeprosiła z uśmiechem. Podziękowała za fatygę, życząc przyjemnej pracy.
Jako przyrodnicza ciekawostka; pierwsze trzy lata (mieszkaliśmy w Lubinie) jeździłem na służbowym paszporcie odnawianym w _LUBLINIE_. Gdy zwróciłem na to uwagę paszportowemu, odpowiedział, że Lubin i Lublin są w Polsce.
![]() |
| paszport |
Po dwóch latach mój paszport wpadł za szafę.
Uzasadnienie:
„Nieetyczne zachowanie za granicami kraju."
Rozjechałem dwie owce w Rumunii. Tydzień stałem pod Polska Ambasadą w Bukareszcie śpiąc w aucie. Zapłaciłem 860 dolarów odszkodowania - inaczej "Czau" nie chciał oddać paszportu...
- Ale to miało też i dobre strony miałem czas by dokładnie zobaczyć eksponaty w Muzeum Ziemi, Rumunów z bliska i to, że pies widział tam kość gdy miał otwarte złamanie.
Czau pokarał los:
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Czasami dziękuję... nie Bogu, a polskim gorliwym szujom.
Gdyż gdyby Bóg istniał, to nie tylko szuj by nie było, ale i z kasą by sobie poradził:
Religia:
https://ebd.cda.pl/620x395/12385752e6?autostart=1

