Z dna oka - Myśli uczesane 4
Myśli uczesane
Rozdział 4
Dlaczego na moim blogu wyłączyłem dostęp do komentowania?
- Oto powód.
Jadę sobie spokojnie po autostradzie - aż nagle przycisnęło mnie do ubikacji. Zjechałem więc na najbliższy truck stop i lecę do kibla.
Siedzę sobie spokojnie na kibelku i... nagle z kabiny obok słyszę:
- Cześć! Jak leci?
Prawdę mówiąc, wcale nie przepadam za zawieraniem znajomości w sraczu, ale myślę sobie... właściwie mogę mu odpowiedzieć.
- Jakoś idzie, dzięki! - odkrzykuję.
I znowu słyszę:
- Co porabiasz teraz?
Co robię, co robię? A cóż tu, kurwa, można robić?! Śmieszne pytanie, ale odpowiadam mu ze stoickim spokojem:
- Prawdopodobnie to samo, co ty...
Po czym słyszę, jak gościu zirytowanym głosem mówi:
- Ty, słuchaj, potem zadzwonię jeszcze raz, bo jakiś kutas obok, cały czas się wtrąca do naszej rozmowy...
Kilkanaście lat temu komputer miał ten, kto naprawdę go potrzebował. Dzisiaj, byle „wolak-katolik” komputer mieć musi - tak samo, jak wypada mu mieć psa, z którym wychodzi tylko po to, by pies obsrywał okoliczne trawniki, i żeby ludzie widzieli, że właściciela stać i potrafi.
Mając komputer, taki palant koniecznie musi się „wypowiadać”. Jak? To już nieważne. Ważne, by pokazać światu swoją inteligencję, obycie i swój wątpliwej wartości "umys". Wówczas pojawia się życiowa szansa na zaprezentowanie własnego kretyństwa w skali globalnej. Byle polski, i nie tylko - tłuk ma tyle wiedzy w temacie, który próbuje komentować, że potrafi jedynie zrobić copy & paste - później niech się dzieje wola Nieba. Wiedza takiego idioty jest nad wyraz transparentna: co widać, słychać i czuć.
Takimi właśnie tłuko-ignorantami świci dziś polski internet.
Przeciętny polski fundamentalista złożony jest jedynie z kilogramów nadprogramowego łoju oraz z „uczuć religijnych”. Innych uczuć nie zna i nie ma, bo do niczego nie są mu potrzebne. Ale te jedyne, święte uczucia narodowego radykała narażone są na ciągłe, nieustające obrażanie. Sprawy zaszły już tak daleko, że jeśli odmówisz zjedzenia papieskiej kremówki, możesz zostać posądzony o szydzenie ze świętości i lincz.
Niedawno te wrażliwe uczucia poważnie obraziła grafika Marty Frej, opublikowana w „GazWyb”. Przedstawia ona kobietę w maseczce z czarną parasolką, ubraną w antyczną szatę, która życzy wolności wszystkim innym kobietom.
Wśród katolicko-prawicowych ortodoksów natychmiast się zagotowało. Uznali - w sumie nie wiadomo dlaczego - iż owa kobitka z obrazka to słynna Żydówka Maryla, która wedle biblijnej legendy powiła "niepokalanie" Jezuska - jedna z nielicznych Żydówek, jeśli nie jedyna, której przeciętny polski antysemita nie wysłałby do gazu, co w pewnych kręgach, przynajmniej w sferze werbalnej, wciąż bywa opcją popularną. Ba, miłość np.; - Szczęść Boże-Brauna do tej konkretnej Żydówki jest tak wielka, że jakiekolwiek złe słowo na jej temat albo nieodpowiedni gest grozi - przynajmniej teoretycznie - wbiciem na pal.
Nic więc dziwnego, że grafikę Frej uznano za ewidentną obrazę uczuć i „profanację chrześcijańskich świętości”. Jeden z dyżurnych aparatczyków prawej strony - poseł Jenot-Tarczyński, złożył zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa z art. 196 kk – czyli tego o mitycznych uczuciach religijnych. Szabelką potrząsały też fundamentalistyczne instytuty pokroju Ordo Jurni, ale to nic nowego ani zaskakującego; to środowisko od dawna jest pod względem psychiatrycznym dobrze zdiagnozowane.
Chętnych do ścigania i karania za te i inne myślozbrodnie jest zapewne więcej, choć tylko pojedyncze przypadki kończą się w sądzie i to zazwyczaj uniewinnieniem (nawet Urbana oczyścili).
Zabawna jest ta histeryczna reakcja na rzekomo obrażony katolicyzm. Zabawna dlatego, że ci ludzie wygrażają innym paragrafami prawa, które sami - wraz ze swoimi partyjnymi kumplami i koalicjantami - szanują tak, jak bolszewicy szanowali katechizm.Więc w skrócie: słychać wycie? - Znakomicie!
Dlatego właśnie sekcja komentarzy na tym blogu pozostanie na zawsze zablokowana.
Nie mam zamiaru wpuszczać do mojej kabiny ludzi, którzy bez pytania wtrącają się w nie swoją rozmowę.
- Ale, krytyka jest ponoć potrzebna?!
Ktoś, gdzie indziej, pod moim postem napisał:
"Nie wiem jak to się stało, że trafiłem na twój blog. Ale skoro już trafiłem - muszę napisać.
- Czytałem kilka rozdziałów pod rząd i muszę powiedzieć - to jest coś innego niż to, do czego człowiek się przyzwyczaił w Internecie. Nie ma tu udawania, nie ma polerowania, nie ma tej okrągłości zdań, która mówi dużo a nie mówi nic. Jest za to coś, co coraz trudniej znaleźć - głos. Własny, niepowtarzalny, trochę szorstki - tym lepszy. Chciałem tylko powiedzieć, że to doceniam. I że czekam na więcej.
Skąd to wszystko? Jak długo to zbierałeś?"
Re:
Przeczytałem Twój komentarz i... wniosek jeden; - powinienem odpowiedzieć.
Napisałeś do rzeczy. Dotarło to do mnie, a jestem raczej umysłem ścisłym i kiedy ktoś bredzi to szybko się gubię.
Czytając to co piszesz, mam wrażenie, że poza darem samego przelewania myśli na papier posiadasz jeszcze własne poglądy, a przede wszystkim wiedzę stosowną, by je wyrażać i przymierzać do nich to, o czym piszesz w sposób klarowny i rzec by można bliski łopatologicznemu, co jest w dzisiejszych czasach sztuką zanikającą.
Poza tym, „delikatnie"; udaje ci się... raczej umiesz skrytykować nie niszcząc jednocześnie obrabianego materiału. Niczym wytrawny ogrodnik, który potrafi tu i ówdzie przyciąć gałązkę, by roślinka rosła lepiej i zdrowiej. To rzadkie i za to masz kciuka skierowanego w górę.
Inni zaś myślą, że im więcej wokół siebie wydepczą tym lepiej. Stoją sobie potem w centrum stratowanego pustego pobojowiska i tocząc władczym wzrokiem wypatrują czy w ich czarnym kręgu nie pojawia się jakiś nowy zielony pęd. I co? Wydeptałi kawałek, a trochę dalej, już poza ich zasięgiem, ściele się zielona łąka pełna życia przy której ta ichnia plameczka czerni wygląda jak muszę gówno na suszącym się w jasnych promieniach słońca prześcieradle. Nie wiem co takim ludziom się wydaje. Może wydaje im się, że inni są aż tak głupi by nie wiedzieć co dla nich dobre?
Rozumiem o co ci chodzi i zgadzam się z tobą, jednak chciałbym ukazać i inne spojrzenie. Jesteś przedstawicielem tych z nieco większą puchą mózgową np. w odróżnieniu od pantofelka. Moja niestety nie potrzebowała tysiąca lat by się skurczyć (tak nawiasem; neandertalczyk miał większy łeb niż ty i ja i jak skończył?). Jestem przedstawicielem tych, którym podoba się pisanie w celach czysto komercyjnych - łatwe, nieprzeintelektualizowane kawałki.
Kiedyś (a z 20 lat temu) czytałem „Dzienniki gwiazdowe". Łyknąłem je jak kostkę ptasiego mleczka. Uśmiałem się, ubawiłem, choć nie dotarło do mnie, co Lem chciał przemycić. Niedawno, pomny tych miłych wspomnień, sięgnąłem po nie znowu. Mniej się śmiałem i więcej rozumiałem i choć zgadzam się, że Lem jest wielki, to nie dałem rady go strawić. Po jakiego grzyba mam włazić na 20 piętro po elewacji jak mogę na piąte po schodach... lub windą.
Zdecydowana większość tych, którzy potrafią czytać, a dokładniej: którzy czytają miast łazić na stadiony robić rozróby, lub wydeptywać chodnik pod budką z piwem, są to ci, którym czytanie sprawia przyjemność. Dla jednych tą przyjemnością jest łamanie sobie łba w kwestii „co autor chciał powiedzieć", a innym wręcz odwrotnie i ja się do nich zaliczam. Czy to źle? Nie wydaje mi się. Jest tyle ambitnej literatury, że można by całe życie tylko taką czytać i jeszcze by sporo zostało.
Poza tym powiedz, czy jest jakikolwiek temat, wątek, problem moralny czy filozoficzny, czy społeczny - cokolwiek, co nie zostało już poruszone gdzie indziej? Ni-Ma! Nawet jeśli trafisz na coś nowego i się tym zachwycisz, wydaje ci się to nowe i odkrywcze, to świadczy tylko o tym, że miałeś pecha i wcześniej się z tym nie spotkałeś. Wszystko, absolutnie wszystko już było - to my ciągle ocieramy się o cienie tych samych rzeczy, tylko światło pada z różnych stron.
Mnie osobiście ta świadomość osłabia. Wiem, że cokolwiek chciałbym napisać znajdzie się ktoś, kto dostrzeże zbieżność z czymś co już było, lecz czyż nie więcej jest takich, dla których będzie to novum i pochylą się nad tym... Pieprzone rozterki.
Człowiek w swej masie jest głupim, bezmyślnym zwierzęciem od zawsze, z czego najgroźniejszą jest ta masa. Obawiam się, że jesteśmy blisko masy krytycznej, ale ogólnej demencji ludzkości raczej bym się nie obawiał. Wychodzi na to, że bronię tu marną - łatwą, może lepiej - literaturę. Jak najbardziej! Bo jest potrzebna. Daje wytchnienie tym, którzy jej potrzebują, przenosi w fantastyczne światy, gdzie wszystko jest proste i łatwe.
Czytałem jakiś czas temu książkę. Rzecz szła o zaginiony legion rzymski. Autorzy chwalą się, że dwa lata zbierali materiały do tej książki. Może i zbierali, ale jakoś nie dało się wyniuchać do czego im to było w tej książce potrzebne. Nie znalazłem w niej niczego czego wcześniej bym nie wiedział lub do czego w dowolnej chwili nie dotarłbym. Żeby „pozbierać" nawet po świecie jeździły! Pokaż mi współczesnego pisarza, który, by napisać łatwą książeczkę, jeździł po świecie zbierać materiały.
Ja się dziwię, że w ogóle komuś chce się pisać? Mnie jeszcze się chce i sam za bardzo nie wiem, po co to robię. Może dlatego, że dzięki twojemu sposobowi pisania chciało mi się pomyśleć i zastanowić nad tym i sprawiło przyjemność, że jednak ktoś czyta to co tu bazgrze. Może po to, byś się nie zniechęcił milczeniem i od czasu do czasu coś jeszcze podrzucił?
Ps. Nie, nie oczekuję od motłochu poklasku, bo cóż taki jeden z drugim mógłby napisać.
![]() |
| Spotkanie ze sztuką |

