Z dna oka - Kanada 14
Z dna oka Rozdział 14 Wszystko ulega zmianom... Tankując paliwo na stacji Shell, myślami już jestem w miejscu rozładunku w Seattle. Ruszam. Przede mną do pokonania jest ponad 3 tysiące mil, i to tylko w jedną stronę, a przecież jeszcze muszę tu wrócić. A biorąc pod uwagę, że w każdym trybie trzeba zmienić kierunek, będzie tego chyba więcej, niż „mówi” mapa. Do 401 krótkimi skokami - na środkowy pas i w pedał. Za London prawie wszyscy „współplemieńcy” jadą do Stanów. Przed Windsor trzeba uważać (jakiś pech wisi nad tym odcinkiem highwayu) - w ostatnim zbiorowym wypadku straciło życie kilka osób, popalili się żywcem. Mile mijają szybko, pogoda w normie, w CB na „polskim” kanale „razgawory”, włączam „łapcia”. Po czterech godzinach jazdy jestem w Detroit. Podaję celniczce na „kogucie” „kwity” - ta z uśmiechem życzy dobrej drogi. Robię sobie małą przerwę na rozprostowanie kości. Kawa zaparzona przez Rzegotkę w domu smakuje wyśmienicie. Obchodząc Horpynę wokół, s...