Aktualności - Ludzka głupota

 Ludzka głupota   

Bylim z Rzegotką (żona) na drobnych zakupach w Oshawa Center. Później poszliśmy do Tima Hortona na kawę - bo lubię. Cuś one tam dosypują, że tak mi smakuje? Rzegotka mówi, że Prozac.

Pijemy kawkę - naraz! Dziadyga jakiś, mnie zaczepił przy piciu tej kawy w Kafeterii, mógł mieć jakieś... 70/80 lat - trudno wyczuć, jeszcze nie śmierdział śmiercią.

- "Słyszę, że jesteście Polaki. Czy tak?".

Owszem - odpowiadam. Jestem Polakiem. A Pan?

- Jestem polskim Żydem z Warszawy - odpowiada i wypina zaczepnie wklęsłą, zasuszoną pierś czekając na moją reakcje.

Miło mi poznać Pana - mówię i czekam na ciąg dalszy.

- Jestem Żydem - mówi jegomość i znów czeka.

- To już zdążyłem sobie przyswoić. Jak długo pan tu żyje - pytam.

- A pan to niby nie wie? - Wyjechałem w 1968!

Data niebezpieczna. Staram się ominąć temat. Pytam o zdrowie.

- Chwalić Boga, jakoś leci - mówi dziadek. Najważniejsze, że nie żyję już w tej waszej Polsce. Jest pan antysemitą? - wali z grubej rury!

Rozmowa staje się dla mnie przykra. Pochylam się nad kubkiem Tima Hortona zaglądając weń jak w źródło nadziei na ocalenie przed poruszonym przez dziadka tematem. Nie odpowiadam.

- No tak - mówi stary. Tacy jak pan, to mnie chcieli zastrzelić w 45 roku. Jeden, to całkiem podobny do pana. Ojciec pana był w AK?

Wstaję od stolika chcąc się pożegnać ze znajomymi, ale nie takie numery z moim adwersarzem.

- Mieszkałem u takiego jednego Polaka przez ostatni rok. Przyszli w nocy i pytają się gospodarza, kim ja jestem. Kolega ze szkoły - mówi gospodarz.

- Z gęby mu widać, że szpicel jakiś - mówi jeden z nich. Sprawdzimy i jutro go rozwalimy.
- Wyrywałem od szkolnego kolegi się kurzyło.
- Wojna była - mówię. Skąd mogli pana znać?
- Oni na pewno poznali, że ja Żyd i dlatego chcieli mnie rozwalić. Znam ja was wszystkich, oj znam!

Zaczynam nie na widzieć tego starucha.

- Co pan robił w 68 roku? - pyta dalej.

Pracowałem jako kierowca. Woziłem autobusem górników do pracy - odpowiadam.

Domniemany szpicel jest wyraźnie zawiedziony.

- W 68. wygoniliście mnie z Polski. Jesteście urodzeni antysemici! Wszyscy!

W PZPR pan szanowny był? - teraz ja atakuje.

Jakby cegłą dostał w łeb.

- A byłem, byłem - wrzeszczy. Stalin zrobił błąd, że pozwolił na państwo polskie. Ja bym się nie zgodził nigdy! Rasiści i faszyści nie powinni mieć swojego państwa!

To według pana wszyscy Polacy są rasistami i faszystami - pytam grzecznie?

- Oczywiście! - drze się. Jak byłem tam u was dwa lata temu, to już na lotnisku jakiś szczyl pokazywał na mnie palcem i mówi:

"Patrz mamusiu, jaki śmieszny dziadek". A mamusia na to:

"Cicho, bo cię ten pan weźmie do wora". Nawet żadnego wora nie miałem z sobą. Żydami straszą małe dzieci. Ot-co!

- Albo taki celnik. Uwziął się na mnie. Przeszukał cały bagaż. To ja już nie mogę paru prezentów dla znajomych przywieźć?

No i jak tam było, proszę pana - pytam.

- Źle!-mówi. Raz sobie idę ulica, a tu naprzeciwko jacyś młodzi ludzie - patrzą wyraźnie na mnie, rozwijają jakieś sztandary i krzyczą:

Polonia Żydy! Polonia Żydy! Chce dać drapaka, a tu z tyłu zachodzą mnie inni i krzyczą:

- Legia Ubeki! Legia Ubeki! Na szczęście pojawiła się policja i spałowała obie grupy. Jeden policjant, to też i mi chciał przywalić, ale drugi mówi:

"Zostaw tego starego capa - idioto".

- Żyd z Ameryki to dla nich "stary cap". Antysemici!

- Albo, takie napisy na murach. Idę sobie i czytam:

- "Jakup jezd gupi". A ja właśnie mam na imię Jakub, jest to żydowskie imię. Ręką rasisty to napisała, panie kochany ,nic innego. Obok ktoś wymalował sierp i młot wiszący na szubienicy. Też to panie kochany rasistowskie, że niby komuchów będą wieszać. A spytaj się pan byle kogo, to panu powie, że komuch to Żyd i odwrotnie. Taką ta waszą Polska! Mam w rodzinie jedną parszywa owce, panie kochany. Mąż mojej wnuczki - Polak! Też antysemitą, ale strasznie sprytny. Za cholerę nie mogę go przyłapać na niczym. Może za słabo się staram. Ale przyjdzie jeszcze czas, kiedy opadnie z niego ta maska i pokaże swoje prawdziwe antysemickie oblicze.

- Pan, panie kochany to też jakiś taki dziwny - ciągnie dalej "cap z Ameryki".

Chodzisz pan tu, rozmawiasz z taką jednym, podtrzymujesz znajomość, a przecież to Żydówa. No, co tam naprawdę chodzi panu po głowie? Mnie pan nie oszuka!

Odpowiedzieć panu szczerze - mówię wqurwiony?

- No, dalej - dziadek na to.

Zjeżdżaj w podskokach, ty stary durniu - mówię mu szeptem do ucha - bo głuchy trochę.

Fala szczęścia rozlewa się po jego twarzy.

- Znam ja was, antysemici! - krzyczy za nami. Mnie nikt nie oszuka!

* * *

Niemożliwy jest dialog człowieka myślącego z głupcem - w żadnym razie głupca do niczego się nie przekona i nawet nie da się go przekonać... ponieważ poglądy głupca nie są dla niego jakąś postacią prawdy, ale jego własnością, jak czapka, dom, samochód, żona.

Jeśli próbujesz przekonać do czegoś głupca, to ponieważ jest głupcem, dla niego to nie będzie wykazywanie nieścisłości w jego logice - odbierze twoje słowa jako próbę ataku na jego własność, na niego samego i będzie się bronił. Nie myśli, więc nie jest zdolny skojarzyć, czy to, co mówisz, jest słuszniejsze od jego poglądów, czy nie. Głupiec nie rozumie swoich poglądów. On je ma!

Głupota jest doskonale hermetyczną. Głupca nie można uczynić mądrzejszym. To paradoks debila:
Dałoby się go wiele nauczyć dlatego, że nic nie wie, ale właśnie dlatego nie da się go niczego nauczyć.
Bo głupiec, w przeciwieństwie do dzieciaka, nie jest dzieckiem. Dziecko próbuje poznać to, czego nie rozumie. Głupiec to odrzuca.

Głupota jest zwykła - choć tak straszna, to wcale nie demoniczna, nie szatańska. Głupota siedzi w  człowieku, to całkiem zwyczajne życie, codzienne sprawy, zwykły kurz.
Głupota wygląda dość pociesznie i bezbronnie, wzbudza politowanie, chwila zadumy, jest jak poczciwy, ospały miś z pluszu, jak Kubuś Puchatek...
tak niewinnie wygląda...
nie potrafi dużo...
tylko składać grosik do grosika...
jednak gdy zbierze się tego dużo, miliony, miliardy, to misie zasypują wszystko, człowiek nie może się ruszyć, nic poradzić, przykryty Himalajami niemrawo wiercących się misiów, nie ma żadnych szans.

Kubuś Puchatek to zagląda!

Tłum. Zawsze był krwiożerczym gównem, bezmyślna bryją, rzucał kamieniami, ryczał na egzekucjach, i nic się nie zmienił do teraz. Tłum jest bezmyślną kupą. Jego cechą jest to, że podąża za swoim przywódca nie zastanawiając się nad jego motywami. Nienawidzić można człowieka, który nim kieruję.

Vide: 


Z dna oka Prolog

Z dna oka Prolog

Z dna oka - Myśli uczesane 4

Z dna oka - Polska 2

Z dna oka Europa 7

Z dna oka - Rozmyślania pod "pryśnicem" 14

Z dna oka - Kanada 13

Z dna oka - Kanada 10

Z dna oka - Kanada 12

Z dna oka Europa 4

Z dna oka - Kanada 8