Z dna oka Prolog
Z dna oka
Prolog
Jak każdy, składam się z gówna i złota.
Czego jest więcej - osądź sam/a.
Wspomnienia kierowcy, emigranta, faceta, który widział więcej niż chciał i zapamiętał więcej niż wypadało.
Nie poprawiałem życia tylko je zapisywałem - w neuronach.
Te teksty powstały „po drodze":
- czasem na parkingu w Kuwejcie, kiedy silnik stygł, a człowiek wreszcie mógł chwilę pomyśleć,
- czasem na Pantin na parkingu "Gontranda" w Paryżu.
- czasami przy szumie klimatyzacji na odprawie celnej w Al-Faludży,
- czasami, po kawałku, pod rampą w Galveston w Teksasie.
To nie jest literatura polerowana. To jest życie przeżute i wyplute na papier.
Napisałem te słowa, bo pomyślałem, że warto coś po sobie zostawić dla wnuków.
Kiedy za długo jedziesz nocą, zbyt wiele widzisz, za dużo zostaje w głowie.
Widziałem głupotę, widziałem piękno, widziałem ludzi dobrych i ludzi, których nie chciałbyś spotkać po zmroku. Widziałem kraje z wysokości kabiny i z niskości ludzkiego dna.
| Kierowca. Emigrant. Człowiek wciąż w drodze |
Pół życia spędzone za kierownicą - przez Polskę, Europę, Bliski Wschód, aż po Kanadę.
To, co utkwiło w głowie trafiło na papier.
„Z dna oka” to surowy, bezkompromisowy zapis człowieka który spędził pół życia w drodze - między krajami, między ludźmi, między własną irytacją a ironią.
To nie jest kolejna książka o „życiu kierowcy”. To jest relacja z rzeczywistości widzianej z kabiny ciężarówki, promu, emigranckiej ulicy i miejsc gdzie nikt nie stawia kamer.
Narrator nie udaje, że świat jest piękny. Ale też nie twierdzi, że wszyscy są głupi. Choć o głupocie wie więcej niż niejeden profesor. Pisze o niej z precyzją i goryczą jak o potędze większej niż śmierć i bardziej obecnej niż rozum.
W tych wspomnieniach jest prawda. Ta niewygodna, nieliteracka, niesalonowa.
Jeśli szukasz treści gładkich i poprawnych - odłóż.
Jeśli chcesz zobaczyć świat takim, jaki jest naprawdę - dobrze trafiłeś.
Z dna oka widać więcej, niż z kosmosu.
Dedykacja
Dla kolegów po fachu - tych z tras, z parkingów, z promów, z odpraw, z kolejek i z objazdów; dla tych, którzy wiedzą, że życie w drodze to nie zawód, to charakter.
Za wszystkie noce we mgle, rozmowy, gesty, światła awaryjne, papierosy i kawy.
Za to, że nigdy nie jesteśmy całkiem sami.
Istnieją ludzie nieznani, skromni, bez sławy. Czasami, na ulicy w Oshawa można minąć człowieka dotkniętego życiem, który sam nie wie jakie znaczenie ma w historii czasu. Idzie sobie skromnie... swoją drogą... by kupić Voltaren - tubkę, albo i dwie na bolące kolana.
Nikomu nie wadzi, jak i nikt jemu.
![]() |
| W tych workach są moje wspomnienia |
Spacer po okolicy:
https://ebd.cda.pl/620x395/636598431?autostart=1
