Z dna oka - Kenworth "Automatic" 16

 Z dna oka 
- Kenworth "Automatic" 

Rozdział 16   


Kenworth "Automatic"

ON-101, czyli o tym, jak „szczekał” mój automat

Gdy człowiek ląduje na drugim końcu świata, uciekając przed szarzyzną rodzinnych stron, Kanada - wita go gęstym lasem i pytaniem: 

"Co potrafisz?"

Moje początki nie pachniały wielkomiejskim blichtrem Toronto. Pachniały surową, wilgotną ziemią, igliwiem i przepalonym olejem napędowym. Moim pierwszym uniwersytetem był asfalty i szutry pn. Ontario, a profesorem - zabytkowy Kenworth z dwunastobiegową skrzynią, którą kierowcy przekornie nazywali "Automatem".

Współczesny kierowca, rozpieszczony przez automatyczne skrzynie biegów i GPS, prawdopodobnie nie potrafiłby tym ustrojstwem nawet ruszyć. Tam nie było miejsca na błędy? Wszystko opierało się na słuchu, na wyczuciu idealnego momentu, w którym obroty silnika spotykają się z prędkością wału. Redukcja pod górę, z paką załadowaną po brzegi leśnymi sadzonkami, wymagała precyzyjnego, rasowego „szczeknięcia” silnika. Krótka, idealnie wymierzona przygazówa na luzie dopiero wtedy bieg wskakiwał na swoje miejsce. Bez zgrzytu, bez utraty pędu. Jeden fałszywy ruch ręki, która w ułamku sekundy musiała zatańczyć na dwóch drążkach, i kilkunastotonowy zestaw zamierał w miejscu na środku leśnego duktu czy pod górką.

Ta praca była czystą, fizyczną wirtuozerią. Lewa ręka trzyma kierownicę, prawa operuje dwoma dźwigniami, a prawa noga gra na pedale obrotów silnika skomplikowany, mechaniczny utwór. Wokół dzika, kanadyjska tajga - albo ulica, przynosząca wstyd takiemu kierowcy który nie zdążył i stanął.

Dziś, gdy patrzę na ten filmik z tej trasy, widzę te same smukłe brzozy i bory iglaste ciągnące się wzdłuż asfaltu ON-101. Szkoła twardego życia, która nauczyła mnie pokory do maszyny i do natury. I choć minęły lata, a technologia poszła naprzód, to rasowe „szczeknięcie” starego silnika i widok długiej maski Kenwortha tnącej kanadyjską głuszę już na zawsze pozostaną symbolem moich pierwszych, najtrudniejszych kroków za oceanem.

Tak, podróże kształcą! 

Po zwiedzeniu Europy i innych zagranic
znam już tajemnicę pochodzenia człowieka:
człowiek zwykle pochodzi od małpy...
- lub z Pabianic...

Coraz mnie któryś sąsiad zaczepia:
- Niech pan mi powie, panie Ed,
czemu w Oshawie
w kościach mnie łamie,
kiedy ma w Kutnie padać śnieg?

Gdy przez Chicago idę,
jakbym szedł przez Kraków
- tyle tu wszędzie Rodaków.

A każdy z kieliszkiem:
Pan pozwolisz -
a wszystko, co golisz,
jest polish...

Wiśniówka do kolacji,
Czysta przy obiedzie...
Wprost sam z ust się wyrywa
patriotyczny pean:
- Och, jak tą wódą od nas jedzie!
- Aż - za ocean!

Czuję się jak w Kraju,
w parku, na majówce:
nawet trawka zielona - też polska!
W "Żubrówce".

Czasem to nawet myślę,
chodząc po ulicach:
- Tak, wszyscy tacy-cacy,
lecz gdzie tu zagranica?

To po to mam ten paszport,
żeby polskie racuszki
jeść w knajpie Kowalskiego
przy ulicy Kościuszki?!

I pod pomnikiem Pułaskiego
po polsku opłakiwać
ze szkolnym kolegą?!...

A potem mnie spytają
w Bielsku czy w Nasielsku:
- Pan pewnie świetnie mówi po angielsku?
- Siur! - odpowiem. - Mógłbym.
Paszport był i wizy...
Tylko tajmu nie było.
Strasznie byłem byzy.
Drajwowałem wciąż truckiem
po hajwejach kłusem.
Czasem w kofiszopie
jakiś hat-dog z dżusem...
Wszystko - kuik!

Tylko z rzadka jakiś relaks w mintajmie -
i te drimsy męczące...
- Nocą przy munszajnie,
żeby kogoś kisnąć!
Znaczy się gerlfrenda.

Była jedna. Dość lawli.
Tylko miała hazbenda!
Lecz gdy fejs jej ujrzałem
(z mejkapu wyzuty),
pomyślałem tragicznie:
- Aha, taaaaakie bjuty!

A po angielsku nie umiem.
Za to każdy przyzna,
że się wzbogaciła
moja polszczyzna...

Kenworth "Automatic" 
- zmiana biegów bez sprzęgła:
https://ebd.cda.pl/620x395/3167418914?autostart=1


Z dna oka Prolog

Z dna oka Prolog

Z dna oka - Myśli uczesane 4

Z dna oka - Polska 2

Z dna oka Europa 7

Z dna oka - Rozmyślania pod "pryśnicem" 14

Z dna oka - Kanada 13

Z dna oka - Kanada 10

Z dna oka - Kanada 12

Z dna oka Europa 4

Z dna oka - Kanada 8