Z dna oka - Kanada 8
Kanada
Rozdział 8
W Polsce ciężarówki te nazywa się tirami. W Ameryce Północnej zawód kierowcy wielkiej ciężarówki nosi nazwę „tractor trailer driver”. Kontynent ten jest nieporównywalny w swoim ogromie - biorąc pod uwagę długość sieci drogowej, żadna inna część świata nie może się z nią równać.
Jeździłem ciągnikiem, który był moją własnością, ciągając firmowe naczepy po różnych drogach – między dużymi i małymi miastami, między Wschodnim a Zachodnim Wybrzeżem. Płacono mi dolara za milę przejechanej drogi z ładunkiem. To była dobra zapłata.
Między Toronto a Los Angeles jest około 2300 mil. Jedzie się trzy dni wraz z rozładunkiem. Trzeba złapać ładunek powrotny i wrócić w tym samym tygodniu, żeby być konkurencyjnym wobec kolei i samolotu. Samolot leci szybciej, ale samochód jeździ w relacji gate to gate - od rampy do rampy.
Na drogach w każdej prowincji Kanady i każdym stanie USA znajdują się miejsca, gdzie waży się towar przypadający na oś naczepy. Ciężar przypadający na oś - maksymalne obciążenie - jest regulowany przepisami prowincjonalnymi i federalnymi, które chronią szosy przed zniszczeniem.
Pewnego razu jechałem z Atlanty do domu. Powinienem zrobić tę trasę w ciągu dnia. Moje 460 koni w silniku pracowało zgodnie. Stały, łagodny szum motoru usypiał. Co pewien czas zaliczałem wagi i płaciłem podatek - oczywiście z karty kredytowej użytkownika naczepy.
Jedna waga obsługiwana była przez szczególnie obowiązkowego policjanta. Pracował na wieży po drugiej stronie autostrady. Wezwał mnie do siebie. Poszedłem tunelem na drugą stronę drogi. Nakazał przesunąć oś naczepy do tyłu, bo obciążenie było zbyt duże.
Wykonuje się to bardzo prosto - starałem się to zrobić, lecz okazało się, że wózek z osiami jest przyspawany na amen do ramy naczepy. Mówię więc przez megafon, że nie mogę go przesunąć.
Głos policjanta stał się groźny. Wezwał mnie do siebie.
- Płacisz mandat w wysokości 300 dolarów.
- Płacisz mandat w wysokości 300 dolarów.
Zacząłem skomleć, wyjaśniając sytuację. Słuchał uważnie, a następnie spytał, czemu przejmuję się wysokością mandatu, skoro będzie go płacił właściciel naczepy.
Moja brudna, spocona gęba pokraśniała uśmiechem.
- Pytam, jaki maksymalny mandat może wystawić?
- Dwa tysiące - odpowiada.
- Więc wystaw ten największy - proszę go.
- Pytam, jaki maksymalny mandat może wystawić?
- Dwa tysiące - odpowiada.
- Więc wystaw ten największy - proszę go.
Zdumienie wolno rozlewało się na jego twarzy...
- Wiesz - mówi - jeszcze nikt mnie nie prosił o podwyższenie mandatu.
- Wiesz - mówi - jeszcze nikt mnie nie prosił o podwyższenie mandatu.
Zacząłem więc opowiadać o firmie, dla której pracuję. O zmuszaniu do jazd sprzecznych z prawem - o naczepach bez sprawnych hamulców, z wadliwą instalacją elektryczną, łysymi oponami i całą resztą.
Słuchał jak urzeczony. W końcu zapytał:
- Przecież nie musisz brać naczepy z wadami technicznymi.
- Masz rodzinę? - zapytałem.
- Ooo, tak. Żonę i dwoje dzieci - odpowiedział policjant.
- Przecież nie musisz brać naczepy z wadami technicznymi.
- Masz rodzinę? - zapytałem.
- Ooo, tak. Żonę i dwoje dzieci - odpowiedział policjant.
Wyjąłem z portfela zdjęcie córki.
- Patrz - mówię - ta dziewczyna studiuje psychologię. Czy ty wiesz, ile to kosztuje?
- Patrz - mówię - ta dziewczyna studiuje psychologię. Czy ty wiesz, ile to kosztuje?
Popatrzył ponuro.
- Każdy wie.
- Każdy wie.
- Więc wiedz, że zawsze wezmę naczepę z towarem, nawet gdyby nie nadawała się na drogi publiczne - bo mam rodzinę i kocham tę dziewuchę.
Sięgnął po blankiet mandatów i sapiąc, zaczął go wypisywać. Zaczął od dwójki. Wiedziałem, że stanęliśmy po tej samej stronie barykady.
Po wypełnieniu blankietu popatrzył na mnie i powiedział:
- Właściwie powinienem kazać ci odpiąć naczepę. Nie zrobię tego, ale daję ci najwyższy wymiar mandatu.
W oczach miał iskierki.
Podziękowałem i nie sprawdzając wpisu, wstałem. Uścisnąłem mu potężną łapę.
- Jedź ostrożnie, Ed!
- Yes, Sir!
- Właściwie powinienem kazać ci odpiąć naczepę. Nie zrobię tego, ale daję ci najwyższy wymiar mandatu.
W oczach miał iskierki.
Podziękowałem i nie sprawdzając wpisu, wstałem. Uścisnąłem mu potężną łapę.
- Jedź ostrożnie, Ed!
- Yes, Sir!
Wracałem do domu, jakbym leciał na skrzydłach. Podśpiewywałem. Układałem różne warianty rozmowy z dyspaczem. Widziałem go jak żywego - małego Włocha obwieszonego złotymi łańcuchami, którego sam wygląd był sprzeczny z prawem. Cholerny mafioso.
„Trzeba jednak ostrożnie postępować” - myślę sobie.
Po wejściu do biura rozliczam papiery. Następnie podchodzę do Włocha i mówię:
- Mam coś dla ciebie. - Podaję mandat. Włoch ma na twarzy zdumienie i przerażenie.
- Dlaczego on ci dał tak duży mandat?! - wrzeszczy.
- Mam coś dla ciebie. - Podaję mandat. Włoch ma na twarzy zdumienie i przerażenie.
- Dlaczego on ci dał tak duży mandat?! - wrzeszczy.
Moja gęba wyraża tylko oddanie dla firmy i lojalność wobec obmierzłego typa.
- Prosiłem, błagałem policjanta, żeby nie dawał tak dużego mandatu. Wina jest mała. Lecz to nie był człowiek - to był zwierz!
- Prosiłem, błagałem policjanta, żeby nie dawał tak dużego mandatu. Wina jest mała. Lecz to nie był człowiek - to był zwierz!
Na gębie mam tylko wierność psa. A w sercu - radość i maj.
Wsadziłem ci szpilę w dupę, gnoju! Teraz ty pójdziesz z tym papierem do szefa. Będziesz tłumaczył, dlaczego kazałeś dać naczepę w Atlancie z przyspawaną osią temu głupiemu Polakowi. Obronić się nie będziesz potrafił, skurwysynu!
Och, jak mi było dobrze.
![]() |
Czuję się świetnie:
https://ebd.cda.pl/620x395/7726870cd?autostart=1

