Z dna oka

Byłem, widziałem. To co zapamiętałem jest w tych workach.

sobota

Piekła nie ma


Nie LĘKAJCIE się! Nie jestem zagorzałym katolikiem ani żadnym fanatykiem wiary w to czego nie można zobaczyć czy dotknąć. Przydarzyło mi się onegdaj coś, co zapamiętam do końca mych dni na tym ziemskim padole. A było tak. 
Jakiś czas temu oglądaliśmy u znajomych, późnym wieczorkiem, zakrapianym ździebko film "Ghost".
Tu fragment: https://www.youtube.com/watch?v=W6sMzQuup4Y
 
Po wizualnej degustacji, zataczając się z lekka, podreptaliśmy do domu. Koleżanka przekonała mnie, że do jej sypialni na pewno dojdziemy o własnych siłach by zlec oddając się w objęcia Morfeusza.
- Ba, zlec to myśmy i zlegli, ale gdy dotykają cię zgrabne pośladki w podbrzusze - zaśniesz? Za cholerę się nie da...

Nie będę się zagłębiał w temacie pośladków, bo ważne było to, co się stało później. Jakaś żyłka w mózgu, czy serce wymęczone gorzałą nie wytrzymało tego dotyku, bo w czasie kopania "ogródka" koleżanki, cuś we mnie pękło. Pognałem jak spłoszony jeleń przed siebie, słynnym już tunelem w stronę światełka. Światełko, jak światełko, jakieś takie tęczowe, zmieniające się było i dość silne. Gnałem w jego stronę jak oszalały. Szybciej, niż moim Pitkem po haghway'u 401 do Usiech z żelastwem na grzbiecie.
 
Nie pomnę ile czasu minęło gdy światełko zaczęło się powiększać, a gdy było już rozpoznawalne okazało się wielkim neonem z napisem "Raj". Wyleciałem z tunelu i Anioł dyżurny skierował mnie do recepcji. W owej Recepcji zobaczyłem masę ludzi stojących w kolejkach do lady jak na lotniskach. Dyżurny anioł ustawił mnie w rządku krótszym, za przemiła grupka niemieckich dzieciaków. Jak się okazało później, ofiar jakiegoś przygłupa pilota który umyślnie rozbił samolot we francuskich Alpach bo miał oślepnąć. W tej dłuższej obok naszej, stało ponad dwustu postrzelanych w Paryżu przez dżihadystów, a i te brodziate stali na końcu kolejki.

Za moją ladą siedział gruby facet na wysokim stołku ze złotymi lokami nad szerokim czołem, białymi skrzydłami i aureolą nad łbem - Cherubin taki. Gdy nadeszła moja kolej. Spytał:
- Nazwisko ?
- L., Edward P .
- Miejsce zamieszkania na Ziemi?
- Canada. Oakville dokładnie.
- Co wy tak Polak do Kanady umierać jeździcie? - a potem burdel w papierach...
 
Zimny pot mnie oblał. Więc jednak umarłem. To nie sen. Zrobiłem sobie szybciuteńki rachunek sumienia w myślach. Ja pie..., dożywocie w Piekle jak amen w pacierzu. Zrobiłem najżałośniejszą minę na jaką mogłem się zdobyć i cicho spytałem - Piekło?
- Dupa tam, nie piekło. Piekła nie ma, jest tylko Niebo. Piekło jest na Ziemi, tu jest tzw. Raj. Czy się komuś podoba, czy nie to już jego osobista sprawa. Udacie się teraz - jako Dusza z Polski - przed Bramę #27, tam was skierują do sektora Polonijnego. - No, szczęść Boże !

Obróciłem się na piecie i idę do owego korytarza. Zatrzymał mnie krzyk Cherubina z recepcji:
- Halo, obywatelu ! Wróćcie tu na sekundkę. Zapomniałem wam wydać Aureole i skrzydła. Macie. - Tu pokwitujcie. A tu macie instrukcję jak skrzydła zakładać. Aureoli nie zgubcie bo następna wam będzie za wiek wydana po minięciu gwarancji. - No, żegnam.

Długo się ze skrzydłami męczyłem. Krzywo leżały. Aureola w miarę prosto wisiała nad baniakiem. Rozglądałem się dookoła. Od zarypania dusz. Koło mnie grupka niemieckich dusz też sobie nie mogła poradzić ze skrzydłami. Polazłem pod wskazaną bramę. Po drodze mijałem bramy włoskie, francuskie i największą skandynawską - same blondi tam stali. Zacząłem żałować, że urodziłem się Polakiem. Dużo fajnych lasek tam się kotłowało.
Zobaczyłem w końcu i moją bramę #27. Chyba fajnie tu jest, siedzą goście na ławkach, przy stolikach, papierosy jarają. Zaraz też podszedłem do jednego. Poczęstował. Okazało się że to góral z Jackowa. Zabili go woźnice fasiągów gdy będąc na wakacjach w Zakopanem, próbował ze szwagrem podbierać innym woźnicom turystów na jazdę nad Czarny Staw pod Rysami. Przyszedł tu kilka godzin prze de mną.
- A fajki rozdaje dyżurny anioł pod bramą - powiedział. Wpuszczą nas do środka za kilka godzin, bo jakaś inspekcja w środku czy coś?

Zebrała nas się już spora grupka. Staliśmy, siedzieli i gaworzyliśmy jak tu który trafił. Ze mnie lali najbardziej jak się przyznałem co było powodem, że tu się znalazłem. Ładny obciach. Było czterech marynarzy z holownika "Zeus" który się spalił w porcie Solvesborg. Jeden zatłuczony przez żonę sadystkę z Dublina, 4 ofiary wypadku pod Limerick, piątka topielców-wędkarzy z jeziora Lough Ree co kłusowała pod Lanesborough (wszyscy z Irlandi). Niezła ekipa. Wszyscy na bani tu przyszli. Okazało się, że można prosić w Kadrach o zmianę wieku. Np. jak ktoś wykitował mając 90 lat, to tu może mieć 20, 30. Od nowa laseczki rwać których tu więcej niż na ziemi.
Góralowi fajki się skończyły, więc teraz ja poszedłem do anioła. Stał pod bramą. Mały, chudy, taki wypłosz. Klepłem go w łopatkę i mówię:
- Kopsnij kolego paczuszkę, bo nam się jarać chce. Wyciągnął ramkę Malborasów i dorzucił gazową zapalniczkę "Bic". Uśmiechnął się do mnie, pokazując żółte od dymu zęby.
 
Wróciłem do moich nowych znajomych i zapaliliśmy po całym.
- Piwka bym się napił - powiedział Góral. Jeden, który już tu był jakiś czas temu (reanimacja się udała) - powiedział, że piwko będzie ale dopiero w środku. Bo tu jest strefa bezalkoholowa i nie wolno trunkować. Przyszły jakieś dziewczyny dyżurne anielice i zaczęły nam skrzydła regulaminowo poprawiać. U mnie było w sumie ok. Aureola mi błyszczała jak psie jaja na mrozie - tylko, nie mogłem się przyzwyczaić do tej sukienki w której miałem łazić. Kieszenie są, to łapska jest gdzie wsadzić, ale taka długa, pląta się między nogami.

Otworzyli w końcu bramę. Zaczęliśmy się przepychać z Góralem. Chcieliśmy żeby nas nie rozdzielali. Przypadliśmy sobie do gustu. Jednak w Administracji skierowano mnie do bloku Ontario, piętro 349, pokój 2189 w skrzydle C. Miałem mieszkać z niejakim Marianem F. zmarłym w 1937 roku. Lat 89 aktualnie 35. Paskudnie, Gienek (ten Góral) poszedł do Blockhausu Żywiec, to kilka godzin na piechotę od mojego. Obiecałem mu, że po aklimatyzacji, za jakiś czas, się zobaczymy. Potem, kazano mi iść do magazynu. Tam mi mieli wydać pościel, zapasowe suknie i Skrzydła Galowe na święta i specjalne okazje. Kurde, jak w wojsku...

Magazynierem był Żyd rozstrzelany przez Hitlerowców w łapance w Łodzi w 1942. Ledwie mi wydał pościel już wiedziałem, że załatwić u niego mogę wszystko. Aureolę - jak zgubię, lub przepiję, skrzydła, wygodniejsze suknie. Nawet tu kombinują. Z tobołem pojechałem windą na moje piętro, dużo wiary tu łazi. Niektórzy mają skrzydła poodpinane, inni Aureole za paskiem. Luzik.
Dość długo szukałem mojego skrzydła C i pokoju. Dobrze, że były tzw. Szybkie chodniki, bo łaziłbym chyba cała wieczność.

Marian F. okazał się szczupłym dość przystojnym facetem z wąsami i wygoloną na łyso pała. Uściskał mnie jak starego znajomego i wyciągnął z lodówki dwa zimne "Żywce". Wpierw rozłożyłem swoje klamoty. Pościel na kojo i chwyciłem zimniutkie piwko. Zajaraliśmy po Malborasie i Marian zaczął mnie wtajemniczać w Życie Niebiańskie.

- Widzisz stary. Tu jest faktyczny Raj, niczym się nie przejmujesz, głodny nie chodzisz, alkohol masz, fajek pod dostatkiem, dziewuchy latają jak łanie. Nie chorujesz, nie umrzesz na nic bo już nie żyjesz. Zajebiście jest. Raz do roku tylko się wszyscy spotykają bo Główny przemawia i trochę to trwa, zanim we wszystkich językach pobłogosławi. A tak to robisz co chcesz. Chcesz pracować? Idziesz do roboty. Chcesz leżeć i chlać cały dzień? Leżysz i chlejesz cały dzień. Panienki lecą na chłopów - zwłaszcza zakonnice, wpierw celibat na ziemi to tu się sypią jak choinka po trzech królach. Trzeba na tak zwanych "kochających inaczej" uważać bo w sukience to czasami nie poznasz kto jest kto. Ja się naciąłem kilka razy. Podnoszę suknię, a tu fujara, wystrzelałem po mordzie, skrzydła połamałem i wyje... z pokoju. Tacy to skurwiele przebierańcy. Jak chcesz się napić w towarzystwie, to co 10 pięter jest knajpa, wszystko za darmo, podchodzisz i bierzesz. Szwedzki stół. My mamy blisko, bo schodami możesz przeskoczyć piętro do góry i na wprost schodów masz knajpę. Mordownia straszna, leją się często. Dwa lata temu Mickiewiczowi tam nakładli tęgo za matkę Żydówkę, Chopin kuflem zarobił, a pijanemu Wyspiańskiemu Aureolę i skrzydła połamali. Na aureolę trzeba uważać - stracisz, to masz przesrane. Do raportu idziesz.

W każdą niedzielę są organizowane wycieczki do innych Niebios, polecam Indonezję i Japonię, najlepsze panienki, lecą na Słowian jak cholera. HIV-a nie złapiesz, więc stukasz na całego. Nie polecam wyjazdów do Niebios Arabskich, tacy sami porąbani jak na ziemi, tu też mają Hamas i Hezbollah, złapią cię, skrzydła z aureolą połamią, a wtedy raport. Dużo tu znanych postaci możesz poznać, od 1945. prawdziwym gwiazdorstwem, za zapełnieniem świeżą krwią Raju, cieszył się Hitler, od nas - z Nieba Polskiego pojechało 6 milionów go oglądać. Pecha miał jak poszedł do knajpy, bodajże 10 lat temu. Grupka naszych pijanych kolesi go przecweliła. Afera była na pół Raju. Listy gratulacyjne z Nieba Izraelskiego przychodziły. Kolesie do raportu poszli, a za Hitlerem do dzisiaj wszyscy Adolfina wołają. Potem, w 1977, przyszedł Presley, to fani korytarz Amerykański zablokowali. Kilkaset milionów po autograf poleciało. Porąbani.
Tu jest tak, że możesz spotkać kogoś komu życie uprzykrzałeś na ziemi, rewanżyk gotowy. Ja zostałem w 37. powieszony za zabójstwo żony. Znalazła sobie jakiegoś gacha tutaj z którym żyje i ten gach mi dołożył ździebko. Nowiuśkie skrzydła mi połamał. Nie podałem kretyna do raportu, żal mi chłopa. Z taka szmata żyje, że Raj to dla niego piekłem być musi. Sąsiad z pokoju - obok, to seryjny morderca z XVIII wieku. Boi się do knajpy chodzić, bo na niego polują. Już 200 lat na niego się sadzą, nawet raz mu wjazd do pokoju zrobili. Wszyscy do raportu poszli...
Znanych jest też masa. Królowie mieszkają na niższych piętrach, nie warto tam łazić. Czasami możesz te historyczne postaci w knajpach na 200 i 300 piętrze spotkać. Dzikusy. Zwłaszcza Jan-Kazimierz, pije sam przy stoliku i nie odzywa się do nikogo.
Rozrywek też mamy pełno. W tv lecą wszystkie kanały ziemskie, nawet te XXX. W Wypożyczalni masz wszystkie filmy jakie na ziemi nakręcono. Sport też jest tutaj szalenie popularny. Co 4 lata są Mistrzostwa Raju w piłce nożnej. Najlepsi byli Brazylijczycy do 68. Potem w wypadku zginęła ekipa Manchesteru Utd. Anglicy mieli Mistrza przez 20 lat. W 88. piorun zabił na boisku 8 Zairczyków i Zair był potęga niebiańską. Polacy też grają dobrze. Wpierw nas lali jak cholera wszyscy, ale odkąd doszedł Deyna to ćwierćfinały mamy na każdej imprezie. Mecz Polski z Anglią oglądały 3 mld. ludzi na stadionie, a przed telewizorami cały Raj. Przegraliśmy w karnych, Deyna bramki nie strzelił.
Żarcie masz o każdej porze. Otwierasz lodówkę i zawsze jest pełna. Kible czyściutkie, prysznice też. Przyzwyczaisz się. No, ja idę na karty do sektora D. Wrócę wieczorem, drzwi się nie zamyka.

Marian polazł. Myślenie nie jest moją mocną stroną. - Co robić? Idę się rozglądnąć po sektorze. Pójdę do knajpy, może jakieś atrakcje będą? Czas się przyzwyczajać. Inaczej nie będzie. Może, niedługo jakaś koleżanka za mną zatęskni i ze smutku dołączy? Fajnie by było. Zapisałem sobie na dłoni nr pokoju, żeby się nie zgubić i polazłem schodami do knajpy. Idąc po schodach, co chwila spotykałem zawianych aniołów - znak, że dobrze idę. 
Wreszcie, mym oczom ukazała się knajpa. - No, to jest knajpa! Wielkość Maracany, stoliki 2, 4, 6 i 8-osobowe, bar cały z złota. Niecierpliwie przyspieszyłem kroku, wyminąłem zgrabnie grupkę narąbanych aniołów śpiewających: "Niech żyje nam rezerwa", i już byłem przed ladą. 

Barmanem był ogromny - niczym Gołota - anioł, z wielkimi wąsami z niebieską aureolą i tego koloru skrzydłami. Poprosiłem o setę, galaretę, piwo i jeszcze wziąłem tatara z kiszonym ogórkiem. Poszukałem wzrokiem miejsca z którego mógłbym obserwować całą salę. Siadłem przy stoliku oznaczonym 210. Koło mnie toczyła się zażarta dyskusja między kilkoma aniołami:
- "Ty dupa jesteś a nie Janosik!" grzmiał jeden anioł.
- "Ja nie jestem Janosik?! Ty palancie. Jak ja ludzi prałem pod Ojcowem, to ty jeszcze w worze u starego hulałeś"... Okazało się, że Janosik faktycznie żył.
 
Poczułem, że muszę przewinąć malucha, więc poszedłem do toalety. Pod drzwiami spał jakiś siwy anioł, bez aureoli, pewnie mu zwinęli. Trąciłem go nogą w biodro i mówię:
- Dziadziuś, wstawaj bo ci bachora podrzucą. Mruknął coś i obrócił się na drugi bok. Twarz jakaś znajoma mi się wydała. Ale nie kojarzyłem skąd go mogę znać? W kiblu było rzeczywiście czysto tylko ściany zapisane. 
Nad moim pisuarem widniał napis:
"Poniatowski pedał Polskę Katarynie sprzedał".

Jak wróciłem do stolika to Janosik już spał oparty na stole, a jego kompan wylatywał właśnie z knajpy. Wpierw on, potem skrzydła. Powiedziałem barmanowi, że jakiś dziadziuś śpi pod kiblem. Można by go przenieść bo drzwi tarasuje. Barman machnął ręką. To Gomułka, pije już tak od 20 lat jak go Zośka z Sobieskim zostawiła. Aureolę zostawia w barze i chleje na umór.

Wziąłem jeszcze raz to samo i oglądałem aniołów. Przeważnie młode chłopaki, skrzydła u niektórych żółte od dymu. Cwaniacko aureole na bakier zsunięte. Kufle w łapach i deliberują zażarcie o czymś zamaszyście gestykulując.

Zastanawiałem się czy swoich nie poszukać, zdecydowałem, że jeszcze nie czas. Może później.
W drodze do pokoju wyrwałem fajna anielicę. Marzena jej było. Zmarła dwa lata temu na raka piersi. Śliczna dziewucha, umówiliśmy się na wieczór w knajpie. Spać mi się chciało. Tyle emocji...

Obudziło mnie szarpanie i krzyk Mariana, bladego jak prześcieradło:
- Wstawaj ku*wa! - Coś ty narobił! Wstawaj! - chłopie, cos ty wykręcił?! - Wrzeszczał nade mną. Nie wiedziałem o co mu chodzi? Okazało się. że szukają mnie od godziny całe Rajskie Służby Specjalne. Były w naszym pokoju ale byłem wówczas w knajpie. Mają mnie doprowadzić do Głównego. Przeraziłem się. Kurde! - Za co? Za kopnięcie Gomuły?... - A może za wyrwanie laski jakiejś szychy niebiańskiej? Nie wiedziałem czy wiać do Hamasu, czy poddać się?
Po chwili było za późno, bo kilku blondynów wpadło do pokoju i pod pachy wyprowadzili mnie. Całą drogę nic nie mówili. Wszystkie Anioły się za nami oglądały i coś szeptały wskazując mnie palcami. Pewnie myśleli, że do Raportu idę.
 
Po kilkunastu minutach lotu helikopterem Służb Specjalnych, dotarliśmy pod gmach z napisem:
"DYREKCJA"
Wprowadzono mnie - przez złote drzwi - jak u Putina, do obszernego gabinetu. 
Za olbrzymim biurkiem siedział mały chłop z bokserskim nosem i grzywka ulizana na lewy bok. Nad łbem miał purpurową aureolę a skrzydła miał błękitne. Ładnie to kolorystycznie wyglądało.
Wskazał mi fotel uśmiechnął się i poczęstował kubańskim cygarem "Cohiba". Potem, patrząc na mnie powiedział do mikrofonu:
- Pani Halinko, wprowadzić strażnika Rafała W.
Wlazł młody, przestraszony anioł. Nerwowo ugniatał palce i przestępował z nogi na nogę.
- No i co strażniku Rafale... - Popiło się na służbie - co?! - zagrzmiał Główny.
- Ale.. ja.. .
- Jakie, kurna ja... - Jakie ja? Opiliście się i nie tego sprowadziliście co trzeba. Chłopak miał jeszcze długo żyć, a wy mi i jemu taki kawał wycinacie?! Chałupy żeście pomylili. Edward miał żyć, a obok, już tydzień jego sąsiad staruszek na niewydolność układu krążenia umierał. - I dalej umiera! Zdegraduję was! - grzmiał dalej Główny.

Ja sobie cygarko jarałem puszczając kółka i zacząłem co nie co kapować. Rafał się opił i pomyliło mu się. Może mnie cofna na ziemie?...
- I co my z panem - panie Edku zrobimy? - popatrzył na mnie po ojcowsku Główny. Musimy pana cofnąć - chyba, że chce pan zostać?...
O w mordę, nie wiedziałem. Zostawać czy iść na zad na ziemię. Tu jest chyba fajnie. Za kilkanaście lat, może sąsiadki z sąsiadami z ulicy dołącza. Laski są świetne.... - Ale na ziemi... - kolesie, łódką za rybami... - Sąsiadka Rina tak świetnie gotuje...
- Wracam! I tak tu trafie z powrotem, więc nic nie tracę. - Powiedziałem Głównemu.

Główny odetchnął z ulgą. Musieliby dziadka uzdrawiać, żeby przeżył moje życie, a plan cudów już ponoć wykonali na ten kwartał.

Pożegnałem się z Głównym, Rafałowi dałem z liścia. Wziąłem pudełko "Cohiba" pod pachę i odprowadzono mnie do recepcji. Cherubin (z lokami) jak mnie zobaczył, to mu szuflada opadła na brzuch. Wszystkie Anioły na mnie z zazdrością patrzyły, jak mnie wrzucają do rury, obok tunelu z którego wylatują co chwila kolejne dusze.

Błysło, chukło i znalazłem się znów w mojej cielesnej powłoce. Spocony, ciężko oddychając leżałem na koleżance tak samo spoconej i dyszącej.
- Wiesz? Ale miałem odlot...
- Oh Good! Jaki ja miałam...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane.
Te niepochlebne również.

Dziękuję.